7 czerwca 2013

Serce z kamienia

Zmieniłam zdanie, coś jeszcze tutaj napiszę.
Choć nawet nie wiem co- tak samo jak nie wiedziałam, jak bardzo zaskoczy mnie życie. Wyjdzie w praniu, jak głosi stara mądrość ludowa.
Jako ChADowiec powinnam przyzwyczaić się do nagłych zwrotów akcji, mój mózg jest wręcz na nie zaprogramowany, powinnam wiedzieć, że nic nie jest pewne, zamiast pielęgnować obraz stałej rzeczywistosci.
Głupia byłam, nie widziałam alternatywnych światów, tak skupiona na jednym rzeczywistości aspekcie, że nazwałam go pierwszym  filarem mojego szaleństwa. Razem z drugim miały tworzyć bramę do prawdy o mnie, o roli, która mam odegrać. Piękny to był filar, rzeźbiony najszlachetniejszymi uczuciami i najprawdziwszym cierpieniem. Euforia i udręka w jednym, esencja dwubiegunowości.
Jedna z osi mojego życia.
Gdy szykowałam się do przejścia przez bramę, filar runął, jakimś cudem nie dostałam w łeb fragmentami walącej się konstrukcji. Nie oszalałam, stoję dalej, nawet nie ugięłam kolan.
A przecież powinnam wpaść w otchłań.
A ja głośno się śmieję.
Powinnam nie widzieć wyjścia- bramy już nie ma!
A ja cieszę się, że już nic nie zastawia mi widoku na horyzont.

Nie spodziewałam się po sobie takiej siły, zwłaszcza, że jestem w grupie podniesionego ryzyka. Należy pamiętać, że na drugie imię mi depresja a moja psychika konstrukcją przypomina jajko- trzeba trzymać w ciepłym i chronić przed wstrząsami.
Nie poleciałam z płaczem do Psychiatry, nie podarłam mapy moich urojeń- kieruję się nią dalej, choć bramy już nie ma. Ale zanim zrobię krok na przód w stronę przyszłości, której nawet nie potrafię sobie wyobrazić- wyryję epitafium na sercu z kamienia.

Brak komentarzy: