I przyszła wiosna, już jest, tuż obok, za oknem. I jak tu nie czuć się wspaniale czując na twarzy promienie słońca? Czy to nie powód, żeby życie zacząć celebrować, oddychać w końcu pełną piersią?
Tak jak i w styczniu nie wyfrunęłam do Tybetu, tak i teraz nie pobiegłam do Ziemi Świętej. Lekkie psychozy na tle religijnym to moja specjalność:) Uwielbiam, są takie pouczające! Grunt, to żeby człowiek nie zaczął nauczać na ulicy, nie w tych czasach- bo powiedzą, że wariat. Czyli jeśli ktoś myśli, że po ostatnich fajerwerkach utraciłam kontakt z rzeczywistością, jest w błędzie. One oświetliły mi drogę:)
Unoszę się na euforycznej fali, moje urojenia staja się rzeczywistością.
Bo rzeczywistość to nic innego jak wnętrze mojej głowy, a nim mogę czarować. Poddaję się szaleństwu, bo tylko ono jest prawdziwe, bardziej rzeczywistego świata nie widziałam- bo to mój świat. Moich marzeń i pragnień, moich snów o chwale.
To moje szczyty, moje błyski Oświecenia- przecież wiem, że to się dzieje na prawdę- że w mojej głowie- a w czyjej ma się dziać? Czy to źle, że wszystko, dosłownie każda chwila układa się w całość?
I to jest prawdziwe.
Pędzę na skrzydłach siły, której brak oderwał mnie od rzeczywistości i wepchnął do piekła. Zostało mi tylko wierzyć, że będzie dobrze, stopniowo zwiększać pułap i nie podchodzić za ostro do lądowania. Nie mam prawa dać się teraz uziemić- bo spotka mnie kara- po takim locie upadek może być bolesny, więc po prostu nie wolno mi spaść.
A to tylko słowa- ICH słowa- zawsze spadasz, zawsze spadasz, zawsze spadasz, zawsze spadasz, zawsze spadasz...
Nie i chuj. A nawet jeśli, to zamierzam bardzo długo latać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz