3 stycznia 2014

Gwiazdy dwubiegunowe

Najciekawsze, co może nas w życiu spotkać to drugi człowiek. Siedem miliardów egzemplarzy. Kilka edycji limitowanych, niezrozumiałych dla całej reszty. Gdy trafi swój na swego, robi się wesoło(A psychiatra zdiagnozowałby ChAD lub coś podobnego, bordera na przykład- dwa bieguny jak w pysk strzelił, tylko w ciągłym miksie, lub rapidzie. Przejebane, bo nie maja czasu solidnie się rozbujać i polecieć w mani ). Roztopieni w prozie życia, tak samo jak ja.  Ilu nas jest? Podobno całe dwa procent populacji. Pędzimy po rzeczywistości, czasem nasze sinusoidy przecinają się, czasem nawet na chwilę pokrywają. Oczywiście, albo wchodzimy razem na szczyt, albo razem upadamy.  Zderzenie dwóch gwiazd nigdy nie przechodzi bez echa. Snują się  tacy po ulicach, stoją obok w autobusie, tocząc niedostrzegalne walki w swojej głowie.
Czasem pojawiają się na tej samej, oczywiście bogatej w substancje psychoaktywne, imprezie. Najczęściej nie maja bladego pojęcia, co im dolega.

Przepływ informacji przebiega niezwykle płynnie, pojawiają się wspólne mianowniki. Wystarczy porozmawiać dłużej, by zacząć podejrzewać, że trafiło się na pokrewna duszę. Wyczuć specyficzny rodzaj inteligencji (głupi ChADowiec to nie ChAdowiec- moim zdaniem- niedługo zamierzam podać własną definicję:P)), umiejętność odczytywania pewnych metafor.
dostrzegania ich- mogą być zamknięte w muzyce, mogą być dziwnym zbiegiem okoliczności. ChADowiec zwróci na nie uwagę, przynajmniej taki jak ja. Posłuchać o zagmatwanym życiorysie, wspólnie się naćpać.
Iskra przeskakuje niemal od razu, potem wystarczy obserwować i czekać na magiczne sentencje, takie jak "feta mnie uspokaja". Zadać kilka pytań. I nagle wszystko staje się jasne. Dla obu stron, mimo, że zazwyczaj żadna nie wie, co jest grane.  Nevermind. Wspomniany już przepływ informacji napełnia euforią- rozumiecie się- tutaj i teraz- i nieważne jak potoczy się znajomość nigdy o niej nie zapomnisz.  Chóry anielskie śpiewają.

I mimo, że jest pięknie, bo w końcu ktoś cię rozumie- a to rzecz nie
bywała, to widzisz jak w lustrze to cholerne pęknięcie. Coś, co odpowiada za cały urok tej osoby i za jej toksyczność jednocześnie. Jesteśmy dla siebie trucizną i lekarstwem na raz, wspólnie wprawiamy rzeczywistość w bardzo silne drżenie. Czasem uda się nawet ją wspólnie zakrzywić, czasem wyśmiać. Może nawet, po kilku godzinach wspólnego palenia blantów określić w niej nasze miejsce.  Na biegunach. W czerni albo w bieli, bez miejsca na kompromis.  Pół biedy, gdy po owym zderzeniu każda z gwiazd potoczy się w swoja stroną. Jeśli relacja się zacieśni to między nami jest miejsce tylko na miłość lub nienawiść- często jednocześnie. Wchodząc w bliski kontakt z dwubiegunowcem  prędzej czy później trzeba będzie coś wybaczyć. A rozumiesz wszystko doskonale- i nie ze względu na większą empatię, ale dlatego, że jesteście z tej samej gliny. W końcu wiesz, że największy nawet grzesznik i skurwysyn jest ofiarą pewnych okoliczności, że tak samo jak i ciebie jego też coś połamało. I nawet, jeśli twoje emocje otrą się niebezpiecznie o nienawiść to nadal będziesz dostrzegać w nim prawdziwe piękno i niecodzienny potencjał. Zamiast osadzać- współczujesz- bo w końcu czujecie też tak samo, a przynajmniej inaczej niż reszta- a to już wiele

Przy okazji spoglądasz też w siebie i co widzisz? W końcu w oczach drugiego ze swoich oglądasz się jak w lustrze. Tak samo jak on widzi siebie w twoich. Myślę, że to dlatego nasze relacje przebiegają czasem tak gwałtownie- nie każdy w końcu ma ochotę na tego typu konfrontację- bo widzimy pełne spektrum swojej osoby, nie tylko blaski, ale i cienie.
To przerażające, lepiej uciec. Ale dokąd? Przecież od siebie nie uciekniesz. Możesz tylko udawać, że to nie do końca ciebie dotyczy, że jesteś przecież inny, że wiesz o sobie wszystko i nad sobą w pełni panujesz. Że twoje rany dawno się zagoiły, a w głowie panuje doskonała harmonia. Żeby tak było, najpierw trzeba wybaczyć samemu sobie- pierwszy krok to przyznanie się do grzechu. Jest cały czas tylko nasz, nawet jeśli jest skutkiem grzechów przeciwko nam skierowanych. Chyba, że wolimy tłumaczyć się niepoczytalnością.

Gwiazdy dwubiegunowe. Już dawno zaczęłam używać tego pojęcia, dosłownie chwilę po tym, jak mnie zdiagnozowano. Pozwoliło zgrabnie i dobitnie nazwać ludzi, z którymi łączył mnie specyficzny rodzaj wibracji, który sprawiał, ze energia w nas zawarta potęgowała się gdy byliśmy blisko. Wybuchała płomieniem, często spalała na popiół. Wprawiała w rozpacz i w euforię, budowała i niszczyła. Zawsze czegoś uczyła. O drugim człowieku, o mnie.
Gwiazdy dwubiegunowe. Mimo, że doskonale znane, nigdy do końca zgłębione. Upadłe w prozę życia anioły, tak pewne siebie, mimo ze krążące po niespokojnych orbitach. Niemo krzyczące o zrozumienie a jednocześnie przerażone jego konsekwencjami. Nieadekwatnie odczuwające, myślące za szybko. Śniące wciąż o wielkości, boleśnie budzone. Pełne buntu, nie zawsze świadomi wobec czego. I nawet jeśli same właśnie pogrążone w najgłębszym mroku, lśniące w nim tak jasno, ze nie sposób ich nie zauważyć.

O pewnych osobach nigdy nie zapomnę. Jedne wpadły do mojego życia na kilka godzin, inne zagościły na dłużej. Niektóre bezpowrotnie zniknęły, ich sinusoidy popędziły w innym kierunku. Innych pewnie jeszcze nie spotkałam, czają się gdzieś w cieniu i czekają by zabłysnąć. Jestem niemal pewna, że wielu z tych, którzy jeszcze nie doczekali się diagnozy w końcu ja dostanie . Może wtedy, szukając jakże cennych informacji o ChAD trafia w to miejsce i przeczytają ten post. Zaczną wspominać co ciekawsze, spotkane na swej drodze postacie i pomyślą wtedy też o mnie- bo na pewno mnie pamiętają.

Wybaczam wam wszystko, rozumiem doskonale:)

Choroba Afektywna Dwubiegunowa







Brak komentarzy: