12 stycznia 2014

Rok później


Ha! Od roku już tutaj drukuję, można świętować. Otworzyć coś mocniejszego, albo mocniej posypać. 
Może gwiazdą rocka nie zostałam, ale za pisanie zabrałam się ostro i konsekwentnie.  Moje ulubione tematy to szaleństwo, narkotyki i miłość. O tej ostatniej piszę  teraz najwięcej, po przerobieniu jej metafizycznego aspektu, zabrałam się za cielesny. Zamiast o natchnionych oczętach, w których widzę Miłość o Wymiarze Wieczności drukuję głównie o pieprzeniu. Poza zwyczajową introspekcja penetrowane jest tam też moje ciało, za dużo nagości, żeby publikować za darmo. Konsekwentnie też wariowałam. Mapa moich urojeń doprowadziła mnie prawie do obranego rok temu celu. Muszę zobaczyć moje marzenia, zanim je pochowam.  Kilka godzin drogi i jestem na miejscu. I nawet już o tym nie myślę, inne są moje fantazje... Wszystkie Jego fantazje... No może teraz, z okazji tak doniosłej rocznicy trochę rozpamiętuję. Jak wielkie to było uniesienie, z oświeceniem w perspektywie!
Rok później wszystko jest inaczej, ale jest tak samo. Nowa obsesja wcale nie jest od starej lepsza, zmienił się władca moich wyobrażeń. Jedyny z tego plus- to inspiruje.

Tylko śpiewać jakoś przestałam. Wyśpiewałam się podczas pewnej pamiętnej nocy, kiedy to melanż popłynął o jedną pigułkę za daleko, muzyka z głośników płynęła stereofonicznie a mi dano wolną rękę w wyborze muzyki. Imprezę (i niewinną pigułkę) będę jeszcze długo wspominać. Wiadomo przecież- jak już raz poczujesz coś twardego...(narkotyki, albo penis... najlepiej oba na raz).

Od Exstasy się zaczęło- ten co mi ja dał, zmienił świat moich wyobrażeń,  zaś sama substancja otworzyła drzwi mojej ukochanej amfetaminie.  Tamten koncert był ostatnim jakim dałam. Stare piosenki przestały rozpalać, a wykrzyczeć mogłam się w łóżku. Amfetamina spływała przez gardło, niszczyła zatoki.. Prędzej przepaliłam je konopiami indyjskimi, kaszel miałam straszny. Zamilkłam na długo, a gdy otworzyłam usta, okazało się, że straciłam głos.  Moje gardło nie wytrzymało a z głowy niemal zniknął ten, który nauczył mnie śpiewać. Pojawiły się nowe piosenki, nawet nie pomyślałam o ich zaśpiewaniu. Nie wiem, może to chwilowe.Przykra sprawa, dobre wykonanie utworu to niezły lot. Stan ekstatyczny- nawet gdy śpiewasz o rozpaczy, to po to, by ją z siebie wyrzucić. Zabolało, na szczęście nadal mogłam pisać i w ten sposób  do historii, ale cóż... "Chop Suey" dla stu tysięcy na żywo nie będzie. Przyjęłam to z godnością, odebrałam to jako kolejną karę za grzechy. (Wobec kogo, czego?) Nie wiem... Może to tylko kolejny, przedłużony upgrade? Brak treningu/? Może nigdy nie umiałam śpiewać?
Na otarcie łez został mi materiał na bestseller. O pieprzeniu i dragach, sprzeda się na pewno..  Dużo bardziej chodliwy materiał niż deliryczne wokalistki.

Nevermind.
I wszystko to mam gdzieś. Wszystkie łzy wylałam pisząc nieopublikowane tutaj posty. Przestałam mieć marzenia, wisi mi mój głos, miłości mam już dość. Z poczuciem bezpieczeństwa i ulgi patrzę na nóż do tapet, bo w razie czego mam czym podciąć sobie żyły. Już na nic nie czekam, niczego nie szukam- bo po co jeśli wszystko już znalazłam?  

Rok później wiem, że wszystko, czego chciałam, do czego powołanie czułam było prawdziwe. I było w moim zasięgu, mogło stać się osią rzeczywistości. Drogę do tego zamknęło moje szaleństwo. Dragi zniszczyły mój i tak późno odkryty głos. Sama zaprzepaściłam moje szanse na miłość, teraz jak na dłoni dostrzegam popełnione błędy, widzę, jak bardzo robiłam wszystko, by nie być kochaną.  Ostatnia, całkiem świeża strata ostatecznie otworzyła mi oczy. Miłość Potencjalna... O tym też pisałam, ale pewnie nigdy tego tutaj nie wstawię, bo za każdym razem, gdy to czytam, zalewam się łzami. Straciłam tych, których kochałam i mogłam pokochać. Tych, którzy mogli pokochać mnie. To są straty nieodwracalne, ale po czasie człowiek uczy się z tym żyć, w miarę bezboleśnie oddychać . Tylko serce już coraz mniejsze, jego kawałki rozdane. Tylko czasem szarpnie, jakby domagało się ich z powrotem, bo to, co bije nam w piersi jednak chce kochać pełna mocą, ale jego części bija gdzie indziej a ono nigdy już nie będzie całe.

Rok później  odwiedzam te miejsca. Nadal wierzę we wszystko, co miało miejsce, chcę wierzyć, że w innym Świecie Polish Psycho się udało, że wykorzystała jedną z szans i dotarła do którejś z wersji swojego raju i daje czadu śpiewając tam czasami. Widzę je wszystkie, w wielu jest szczęśliwa. Uśmiecham się przez łzy podglądając jak jest kochana. Tam bije również moje serce
Kurwa mać, czemu ja? Jestem najbardziej pojebaną wersją siebie?

Spokój, Polish Psycho, znowu zarywasz nockę rycząc nad postem. Jesteś naćpana. nie możesz uwolnić się od tak wielu obrazów a w Twojej głowie umarłaś własnie. Wylewasz z siebie kolejny potok urojeń, tym razem tych mroczniejszych. Pisz, wariatko, dziecka raczej nie urodzisz, głos straciłaś. To twoja ostatnia szansa, żeby coś po sobie zostawić.

Z okazji tak doniosłej rocznicy pojawiają się niepotrzebne połączenia. Jedynie denerwują, zmuszają do zbędnego myślenia. Mnie otacza zagadkowa pustka i wkurwiam się na myśl, że jutro będzie nowy dzień. A potem następny i następny- a ja nie mam już na co czekać.

Choroba Afektywna Dwubiegunowa Miłość Moje urojenia





Brak komentarzy: