Zrobiło się przyjemniej. Wystarczyły małe zakupy na otarcie łez. No i jeść zaczęłam- o dziwo- nawet zdrowo. Muszę utrzymać nową figurę, bo inaczej nie wejdę na wiosnę w nowe ciuchy, a jest ich dużo i są fajne.
Depresja minęła jak ręką odjął, wystarczyło zacząć przesypiać noce i mniej się orać.
Musiałam się też wypłakać, po umartwiać się. Stąd te Gorzkie Żale. Czytelników przepraszam, że musieli na to patrzeć. Było i minęło w chwili, gdy zachwyciło mnie miasto, podróż przez nie, gdy poczułam, że rzeczywistość znowu należy do mnie.
Kilka dni wcześniej zauważyłam mysz. Ciemny punkt śmigający nie wiadomo skąd. Urocze stworzenie, od razu przychodzi mi na myśl Pan Dzwoneczek. Ucieszyłam się, nie byłam już sama w mojej ciągle depresyjnej norce. Następnego dnia, na schodach do niej zobaczyłam ja znowu- martwą. zwlekałam z pogrzebem, mijałam ją wiele razy, zanim w końcu się za to zabrałam. Gdy Zebrałam małe ciałko w dwie gazety i pomyślałam, ze równie dobrze mogłam w mojej norce umrzeć ja. Śmierć była w niej na pewno, na mnie też się czaiła. Z jakiegoś powodu musiała odejść, zadowalając się jedynie myszą. Kurwa mać, uświadamiam sobie, że mogłam się zabić, zaćpać, bo przeginałam. Taką miałam depresję. Miałam. Uroczyście składam je w śmietniku, w trumnie z dwóch pism popularnonaukowych. Wiekiem jest okładka z wizerunkiem kota.
Świat nieurojony, wbrew pozorom przedstawia się dobrze. Mogę bezkarnie poszaleć na wyprzedaży, mam też święty spokój- chyba, że sama go sobie zburzę- niewłaściwym myśleniem. Mój żal za grzechy. Nie włóczę się już po nocach w nieciekawym towarzystwie, a nawet jeśli- to i tak w bardziej światowym. Jest postęp, również twórczy. Mimo, że niebo spadło, to ja jako jednostka społeczna nigdy nie funkcjonowałam tak dobrze. Ogarniałam mimo permanentnego doła. Długo i powoli w niego spadałam, może tylko dlatego lądowanie mnie nie zabiło. Może nauczyłam się latać?
Mania 2013 była na tyle silna, że próg, który miał ją załamać- czyli konfrontacja z rzeczywistością- jedynie ją spiętrzyła. W rezultacie wybiłam się wyżej (pierwsze słowa wpisane do wyszukiwarki, Feel so different, przebudzenie na granicy.) Zdobyłam chwilę na wzięcie oddechu, mimo wszystko okazałam się silniejsza. Dzięki czemu lądowanie odbyło się w lepszych warunkach. Przy okazji prześledziłam też dokładnie swoje toki myślowe- to, o czym, o kim myślę, co mnie nakręca. Zlokalizowałam Oś Mojego Szaleństwa- może o tym już pisałam- a jeśli nie- to ogłoszę to kiedyś w podniosły sposób. Same plusy. No i kilka koronowanych głów spadło, kontrola należy do mnie. A siłę mojego myślenia już poznałam, więc czemu nie wykorzystać jej w końcu (znowu) na swoja korzyść?
A depresja mi się znudziła. Więc po co cierpieć, jeśli nie trzeba? Bo nie trzeba- wystarczy nie myśleć, nie nakręcać się. Szczęścia szukać w chwili obecnej- jedynej, w jakiej istniejemy na prawdę. Nie zadręczać się deficytami, koncentrować się na tym, co obecne. Straty nie istnieją, nie istnieje przeszłość. Nie warto się też zbytnio do chwil przywiązywać- bo wszystkie mijają. A że niespokojnym umysłom to mało- w tle należy puścić taśmę z Myśleniem Pozytywnym.
Wprowadzamy w życie. Od teraz znowu zaklinam rzeczywistość, już się robi ciekawie. Nowe sytuacje, twarze i możliwości. Od teraz żadnego myślenia o przeszłości, pisania alternatywnych zakończeń. Nie zapominam, ale nie rozpamiętuję, wszystkie emocje przelałam na papier. Nie ma co mną już miotać. Rozpoznałam już wszystkie demony. Moje zgubne namiętności, moje pasje i potrzebę samoukarania- Ale za co? Przez lata karałam się nie wiedząc za co i nie wiedząc, co robię źle. zresztą przyznawanie się do błędów nigdy nie było moją mocną stroną. Dzięki temu niemal zniszczyłam sobie życie.
Ale ciągle żyję. Do tego też zbytnio się nie przywiązuję, ze sobą samą też mnie coraz mniej łączy. Odcinam etykietki, albo przyklejam nowe.
Choroba Afektywna Dwubiegunowa, pierdolone Borderline. I co z tego?
Może jakaś renta?
Psychotropka? Nadwagę dajemy gratis.
Nadal jestem niespacyfikowana, nadal jestem sobą, nawet zalewając się łzami. To moje łzy i moja rozpacz, nikt nie będzie decydował o jej słuszności. Moje grzechy i moje za nie pokuta- jestem wolna.
Lecimy dalej, coraz częściej widzę maniakalne rozbłyski, mijam gwiazdy dwubiegunowe. czasem ściąga mnie ich grawitacja, pożeramy się nawzajem, wymieniamy przewinienia. I jest pięknie, kwitną już nowe urojenia.
Kocham i nienawidzę, płaczę i śpiewam.
I jest dokładnie tak samo jak rok temu. Zmienili się jedynie odtwórcy głównych ról, ale teatrzyk ciągle ten sam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz