Kto zna to uczucie, ręka w górę! Tak, widzę, nie jestem sama- inni też tak maja, ktoś już przede mną sformułował tytułowe pojecie. Napisano o tym całe tomy. Historia stara jak świat.
Od zarania dziejów towarzyszy nam mniejszy lub większy ból dupy. Takie wewnętrzne fuj wobec swojego istnienia.
Czasami rwący, odbierający zdolność racjonalnego myślenia- ten, co rzuca o podłogę i lubi ostre zabawki, a czasem lekko ćmiący na granicy świadomości.
Ucieczka karana jest śmiercią. I tak źle i tak niedobrze. Ciągłe rozdarcie między dwoma instynktami- absolutny brak swojego miejsca.
Pomaga alkohol, narkotyki i miłość. Ta ostatnia miewa niezłe osiągi, ale jest dużo mniej dostępna niż dwa pierwsze środki. Na szczęście zawsze można najeść się extasy i poudawać.
Niemożność ucieczki od samego siebie, niechciane toki myślenia. Niewygodne sytuacje w których bierzemy udział, ci wszyscy ludzie, których nie kochamy i codzienność bez najmniejszej ekscytacji- ten nieznośny ból istnienia! Cierń, który wbija nam się w serce przy każdym oddechu. Czasem bardzo głęboko- zostają po tym blizny nie tylko na rękach.
Komu to do życia potrzebne? Przecież to najzwyczajniej w świecie nieprzyjemne! Tak się katować na co dzień. Tak, tak... sam siebie- bo chyba nie myślisz, że katuje Cie rzeczywistość? Może inaczej, dokładniej. Wprawdzie to ona cie meczy, ale ty ją kreujesz! Zobacz jaki jesteś pojebany! Co Ty robisz ze swoim życiem!
I tak w kółko. Pretensje do siebie i do rzeczywistości. Wyrzuty, jak bardzo mogło być inaczej i dlaczego to jak jest nie wystarcza. Czasem biją cie po twarzy, czasem szepczą Ci do ucha. A ty słuchasz.
Nie uciekniesz. Chyba, że sznur, wieżowiec jakiś. Duża ilość psychotropów...
Zastanawiam się nad jednym. Widzę to jak na dłoni- wpadam w Depresję. To bije z moich postów, bije ze zmiany kolorystyki. Nie ma już lotu sprzed pół roku, nie ma styczniowego braku pokory. Czyżby historia miała zatoczyć koło, czyżbym się myliła- nie można ogarnąć ChAD samodzielnie.
Że zawsze spadasz, nie ważne jak blisko słońca byłeś.
Zastanawiam się, jak wiele zrobię, by udowodnić, że jednak miałam rację.
Nienawidzę przyznawać się do błędów
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz