3 listopada 2013

Słowo na niedzielę.

Wysoko cenię moje szaleństwo, głównie przez nie się definiuję. Inne kobiety są przede wszystkim matkami, żonami, artystkami czy kimś tam jeszcze- ja jestem wariatką. Może wynika to ze zbyt wielkiej koncentracji na swoim świecie wewnętrznym- odkąd sięgam pamięcią sprawdzam, kim na prawdę jestem. Nieustanna introspekcja. Aż boli czasem, zwłaszcza jak upalę się za bardzo.
Kluczowe pytanie- po co tam patrzę?

Może gdyby inni też spojrzeli głęboko siebie też popadliby w obłęd? Szukając demonów można je obudzić. Może to najzwyklejszy narcyzm i egoizm, który nie pozwala mi na zbudowanie zdrowej relacji. Świadomość problemu jedynie go pogłębia, jeśli nadal nic nie możesz zrobić.
Pytanie drugie- czy zamierzam robić cokolwiek?

Moim szaleństwem wybudowałam wokół siebie mur. Chwilami nawet podoba mi się ta zabawa. W internecie jestem PolishPsycho, "Hannibala" oglądam z wypiekami a psychiatrom pyskuję.
Kurwa mać, rolą mojego życia jest bycie wariatką! Na szczęście nie jedyną w tej sztuce, ale jedyną, która nawet normalną być się nie stara. Niekwestionowana gwiazda wieczoru, oby nie spadająca.

I patrzę czasem na siebie z boku i wołam- nie idź tą drogą, PolishPsycho! Zajmij się czymś lżejszym niż ciągłe rycie sobie bani, poszukaj normalnego chłopaka, nie ćpaj tyle, więcej medytuj. Zamiast pisać o psychiatrii załóż bloga o modzie. Temat wdzięczny a i kasę można zarobić.
Chciałabym być normalna- tę rolę definitywnie odebrałam sobie sama, pieczątkę przybili psychiatrzy. Już nigdy takiej nie zagram- pozbawiono mnie niewinności i kazano samej pisać scenariusz.
Świadomie. Krok po kroku penetrować swoje szaleństwo, wejść do zatęchłej piwnicy i pobudzić wszystkie potwory. Robię to cały czas, czasem o tym piszę. W międzyczasie przeglądam w sieci mroczne obrazki.
Czy widzę siebie w jakiejkolwiek innej roli?

Czy to jest zdrowe? Mówi się, że szaleństwo chroni przed czymś jeszcze gorszym- w takim razie czego ja się boję? Przed czym się bronię nakładając maskę niespacyfikowanego ChADowca?
A boję się znowu niemal cały czas. Bardzo słabo, ale jednak. I nie podoba mi się to. Pojawia się dyskomfort. Nie tak to miało być, nie tak miało wyglądać. Widzę jak na dłoni wszystkie mechanizmy, widzę jak Mania 2013 narastała, jak wybuchała na nowo- była jak wielokrotny orgazm, na prawdę. Teraz widzę jej załamanie, tendencje do opadania nastroju.
Jeśli nic z tym nie zrobię, spirala się nakręci i będzie kaplica. Pisać nie przestanę, ale mogę życiowo się rozpieprzyć, a tego bym nie chciała.

Bycie świrem łatwe nie jest. Muszę nad sobą panować- i nie myśleć o tym. Dawać ujście emocjom tak, żeby mnie nie zabiły, kontrolować sposób myślenia. Bo zwariuję. A może od tego wszystkiego wariuję coraz bardziej.
Nie wiem. Możliwe, że przesadzam. Wiem tylko, że ChAD jest nieuleczalne, psychiatrzy rzadko kiedy pomagają a ja musze z tym żyć. To będzie wykręcać moją rzeczywistość do usranej śmierci- ale tylko ja mogę zdecydować do jakiego stopnia. Podobno.
Muszę w to wierzyć. O ile łatwiej mi było, gdy poruszałam się po znanych mi urojeniach- teraz pojawiają się nowe, wbudowują się w te starsze- i sięgają jeszcze głębiej, w moją rzeczywistość sprzed niemal dekady. Całość jest jeszcze bardziej spójna, strach przeradza się w panikę, bo to co zaczynam widzieć to już czyste szaleństwo.
Znalezienie w nim reguły tylko to potwierdzi.

2 komentarze:

Nest. pisze...

"Może gdyby inni też spojrzeli głęboko siebie też popadliby w obłęd?" - istotne pytanie... :)
A może oni żyją w obłędzie, a Ty w świecie bliższym prawdy? Można też inaczej - każdy ma swoją rzeczywistość. Jeśli Twoja odbiega mniej lub bardziej od tej (chociażby zafałszowanej...), którą preferuje (jest jej niewolnikiem?) większość, równa się to temu, że nadadzą Ci przywarę typu "wariatka".

Też już nie raz próbowałam zmienić siebie na normalniejszą, ale nawet nie wiem, czy tego chcę ;).

Trzymaj się, wariatko! :D

Polishpsycho pisze...

Może i oni są dalej od prawdy. Całkiem możliwe, że wiemy o rzeczywistości więcej niż normalsi.
Ale cena, kurwa mać, jest wysoka. Ale nie żałuję.