11 lutego 2013

Lustro.

Uwielbiam w nie patrzeć.
Przypomina mi o moim istnieniu, jest jego fizycznym odbiciem. Jestem i tak właśnie wyglądam.
To widzi świat, który nie zawsze nawet sili się na spojrzenie w oczy, nie wspomnę o spojrzeniu w głąb.
Jak niewiele mnie to już interesuje. Już nawet prawie nie boli. Już nie łudzę się, taki jest świat- nawet ja coraz mniej zaglądam w ludzkie dusze, za dużo tam czasem syfu.
Patrzę w siebie. Wbijam zimny wzrok w lustro i rozmawiam sama ze sobą, zachwycona świadomością istnienia. Tak, dopiero jego świadomość jest fascynująca, bez świadomości nie ma istnienia- bo któżby stworzył to pojęcie, kamienie?
Zalewa mnie świadomość, że jedyne, czego doświadczam to istnienie właśnie. Najbanalniejsze prawdy zachwycają najbardziej. Istnienie ma formę strumienia, podobnie jak świadomość. Coraz częściej myślę, że jedno z drugim mogą być przejawami tego samego procesu, którego jeszcze nie umiem nazwać.
To takie luźne rozważania, myślę, szukam, być może błądzę.
Usiłuje wyjaśnić sobie świat, uporządkować rzeczywistość. Nie codziennie doświadcza się metafizycznych błysków- a nawet je trzeba obrobić, zanim ubierze się je w słowa. Uzbrojona jestem w rozum o całkiem niezłej mocy obliczeniowej. Trzeba pogłówkować.
Traktuje to niemal jak obowiązek, nie mogłabym przejść przez życie bezrefleksyjnie.
Patrzę w lustro i się uśmiecham.

Brak komentarzy: