3 lutego 2013

One day

One day, baby, we'll be old, oh baby, we'll be old...
Znacie tę piosenkę? Ja ustawiłam ją sobie jako dzwonek w telefonie, więc ten dźwięk zazwyczaj zwiastuje imprezę albo zjeb od Mamy- gdy melanż poniesie za daleko.

Tak, pewnego dnia będziemy starzy- zakładając rzecz jasna, że do tej chwili dożyjemy- wypadki, samobójstwa i przypadkowe przedawkowanie leków w połączeniu z alkoholem chodzą po ludziach. Bądźmy jednak optymistyczni i przyjmijmy, że uda nam się do starości dotrwać (choć biorąc pod uwagę polski system emerytalny i stan służby zdrowia ta myśl staje się mniej kusząca).
I właśnie, co wtedy? Jaką historię będziemy mieli do opowiedzenia? To przecież najważniejsza historia w naszym życiu, jedyna, którą na pewno napiszemy, mniej lub bardziej świadomie.

Najgorsze będą te historie, których nie będziemy mogli opowiedzieć, nie w ramach autocenzury tylko dlatego, że po prostu się nie wydarzyły. Historie niespełnionych marzeń i niepodjętych wyzwań. Historie pod znakiem "co by było gdyby". To są prawdziwe ciernie w naszej pamięci, zmarnowane szanse, niedokończone miłości. Tysiąc niedomówień, miliony interpretacji. Świadomość, że tak na prawdę wszystko było w naszych rękach zawsze przychodzi z czasem, często za późno.

Niby można do tego przywyknąć, tak przecież wygląda życie. W końcu umrzemy, uwolnimy się od widm "co by było gdyby"... Myślę  o tym cały czas, już się ich boję.
Dla własnego dobra postanowiłam ich nie hodować.
I tak zestarzeje się i umrę. Rozliczę się sama przed sobą.

Brak komentarzy: