3 lutego 2013

Spokój w głowach

Mój spokój mnie przeraża i fascynuje.
Wręcz przeze mnie przepływa, stapia się ze strumieniem mojej świadomości. Wszystko stało sie jasne, koszmar się skończył. Szarpałam się niemal przez dwa lata- od Depresji do Miksa, czasem lot. Byłam jak szczur w klatce, teraz czuję się wolna.
WTF?
Nagle w mojej głowie zapanował spokój i ład, choć nic wokół mnie się nie zmieniło. Nagle zgodziłam się na moje życie, zamiast heroicznie walczyć o inne. Nawet pamiętam, kiedy to się stało- gdy wielkimi drukowanymi literami zapisałam na kartce banalne choć prawdziwe zdanie- często na tę kartkę patrzę gdy przychodzą wątpliwości- i ów błysk pojawia się znowu, a zaraz po nim zalewa mnie błogi spokój.
Najgorsze, co można zrobić to być swoim własnym wrogiem. Samemu ze sobą walczyć- przegrany będzie tylko jeden. Pomyśleć, ile musiałam przejść, żeby dojść do tej chwili. Widocznie było to niezbędne, konieczne. Ból człowieka otwiera, błogostan usypia. Było warto, choćby dlatego, żeby być tym, kim jestem, przeżyć to co przeżyłam- a to nie tylko mroki Depresji.
Bo czeka na mnie przyszłość, fascynująca, niepoznana...
Po dwudziestu siedmiu latach dotarło do mnie, że to ja piszę scenariusz. A że jestem wariatką, może On być jak najbardziej szalony, mogę grać o duże stawki, mogę zrobić niemal wszystko- bo nic mnie nie ogranicza, poza swoją głową.
Głową, nad która właśnie odzyskałam panowanie.

Brak komentarzy: