19 marca 2013

Głupieję

Doszłam do wniosku, że się intelektualnie uwsteczniam, a przynajmniej nie robię postępów. Fajnie jest się mądrzyć na blogu, poczytać czasem coś ambitnego, ale do prawdziwego rozwoju brakuje mi dialogu. I nie chodzi mi tu o dyskusje na forach, czy przy browarze z kumplami, ale takiego prawdziwego, intelektualnego prania, od którego bolą szare komórki. Powszechnie przecież wiadomo, że najbardziej rozwijają dialogi, monolog sam w sobie jest jałowy, bowiem nie spotyka się z kontrargumentacją, która pozwoli przedstawiony pogląd zweryfikować i w rezultacie poszerzyć bądź obalić. Ugruntować sie w stanowisku, bądź je zmienić.
Sprawdzić choćby, jak bardzo moje poglądy są odporne na krytykę, a co za tym idzie- spójne.

W rezultacie stoję w miejscu, jedynie nadaję idee, zamiast je wymieniać, cholera jasna, jakie to frustrujące! Przypomina coś w rodzaju masturbacji, niby fajnie, przyjemnie, ale to nie to, nic nowego z tego się nie pocznie, owoców nie będzie. Do tego tanga trzeba dwojga, owszem, mogę do swoich twierdzeń wyprodukować kontrargumenty, ale zawsze te kontrargumenty będą tworem mojego punktu widzenia- brakuje w nich elementu zaskoczenia, tak stymulującego dla umysłu.

O ja nieszczęśliwa! Cóż uczynić w tej sytuacji? Zmienić zainteresowania, czy pokornie czekać, aż zjawi się ktoś, kto wstrząśnie moim światopoglądem i w końcu zmusi do myślenia? Nie ukrywam- mam pewne intelektualne ambicje, ale jestem w punkcie, z którego sama już dalej nie ruszę. Z książkami dyskutować nie sposób, nie odpowiedzą.
Trzeba pomyśleć nad studiami.

Brak komentarzy: