Przeprowadzać wirtualną introspekcję, wywlekać na wierzch najgłębsze uczucia.
Wariować on-line.
Jestem zła, wkurwiona i zdołowana. Tak nagle mnie napadło, lotos na tafli jeziora też ma prawo do wściekłości, zwłaszcza z gorączką i gardłem w opłakanym stanie.
To chyba mój najsłabszy dzień od trzech miesięcy, mam ochotę usiąść i płakać, jaka jestem nieszczęśliwa/samotna/niezrozumiana/niedoćpana.
Może i nawet sobie popłaczę? Jako że nie wychodzę z domu, to i się nie malowałam, więc tuszu nie żal.
Ja pierdolę, jeszcze kilka godzin temu byłam niemal że natchniona, pisałam manifesty antypsychiatryczne, a teraz mam ochotę na jakiś wredny akt autodestrukcji- nie wykluczam przy tym przypadkowych ofiar.
Zastanawiam się, o co mi chodzi.
Wdech, wydech, wdech, wydech...
Gdzie leży problem? Musze się nad tym zastanowić, bo przecież tak tego nie zostawię! Nie mam ochoty wpaść w Depresję czy upić się do nieprzytomności- to by było sprzeczne z kierunkiem przeze mnie objętym- kierunkiem ogarniania o własnych siłach i pełnej świadomości procesów zachodzących w mym kochanym mózgu. Po za tym po ilości oświeconego spamu na tym blogu trochę głupio byłoby wpaść w doła i biec ze skruchą do psychiatry.
Muszę być konsekwentna.
Więc myślę i myślę. Grypa na pewno nie jest bez znaczenia, ciężko tryskać optymizmem w chwili, gdy się pluje płucami. To wiele wyjaśnia. Dalej- jako że choroba tłumaczy mój obniżony nastrój więc pewnie niesłusznie odebrałam zachowanie siostry jako atak. Kolejny problem z głowy. To, że ktoś nie odpisał na maila wcale nie znaczy, że uważa mnie za niegodną uwagi idiotkę- jest milion, bardziej trywialnych i mniej dołujących powodów. Nie bez znaczenia jest też pewnie fakt, że od bardzo dawna się nie bzykałam.
Po takim, racjonalnym wyjaśnieniu sobie kilku kwestii można spokojnie przyjąć alarm za fałszywy i go olać.
Kolejny triumf ducha nad materia:)
Panie i Panowie, bycie świrem łatwe nie jest- widzicie, jak trzeba się pilnować, żeby nie wpaść w doła i nie nakręcić się w spirali rozpaczy? Moje neuroprzekaźniki nadal fikają koziołki i tylko ja mogę je okiełznać.
Na prawdę, zwariować można.
Oświecenie oświeceniem, głowy sobie nie urąbię. Aczkolwiek z dnia na dzień panuję nad nią coraz lepiej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz