Wołam gdzieś z połowy drogi
Słyszę echo słów dawno przebrzmiałych
Jak długo można kontemplować słowo, grymas ust, spojrzenie?
A może uścisk z którego nie sposób się wyrwać?
Całą wieczność spędzić na wspominaniu?
Jak zawsze odpowiada mi milczenie, tak to jest, gdy się wierzy w bajki. Jeszcze nie pora, jeszcze nie teraz. Jeszcze mam czas, żeby wrócić do żałoby.
Zapach do końca jeszcze nie zwietrzał. Nie zgubię tropu*, jak na złość będę mieć nadzieję
Przecież nie mam nic do stracenia, zawsze jest szansa, że będziesz na końcu drogi, może wyjdziesz na spotkanie.
Panie i panowie, co się wtedy stanie?
Wołam gdzieś z połowy drogi i wołać będę dalej
Choć nie słyszę odpowiedzi nie boje się wcale
Choć po ciemku, to chyba idę w dobrą stronę
Na plecach mam krzyż, na głowie koronę
Wołam coraz głośniej, w końcu mnie usłyszysz
Przez wieki, przez milenia jestem w stanie krzyczeć
Wbrew całemu światu, na przekór logice
Nikt mi ust nie zamknie, nikt mnie nie uciszy
Wołam i śpiewam, zanoszę się płaczem
Szukam wskazówek, domyślam się znaczeń
Dzieli nas przestrzeń, Twoja obojętność
Na przeciw temu mam tylko swą pewność
Niezłomną wiarę i mapę ze złudzeń
Siłę snów na jawie, z których się nie budzę
Mam morze nadziei i mam wieczność całą
Miłość tak szaloną, że prawie doskonałą
Wołam gdzieś z połowy drogi, może bliżej jestem
Może dużo dalej, nie wiem tego jeszcze
Co ciągle przede mną, co już za mną dawno
Czy jest mi bardzo ciężko, czy może za łatwo?
Poprawione 10.11.2013.
Oryginalny tekst kończył się tam, gdzie gwiazdka. Na dodatek robił to jakoś banalnie i gimbusiarsko. Ocean tęsknoty mi się tam pojawił i został przez dziesięć miesięcy. Widocznie musiałam być wyjątkowo trzeźwa robiąc pierwsze przymiarki do napisania tego wiekopomnego dzieła, bo dzisiaj za "Ocean tęsknoty" wbiłabym się sama na literacki pal.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz