W sejmie debata o związkach partnerskich. Rzecz jasna, postępowy projekt ustawy nie przeszedł, boski porządek został zachowany. Państwo polskie do grzechu nie dopuści, moralność publiczna ocalona.
Biskupi w niebo wzięci- tak się składa, że to stado ubranych na czarno kawalerów wie najlepiej, jak powinna wyglądać rodzina. Zresztą, oni wiedzą nawet jak wygląda życie wieczne, któżby ośmielił się dyskutować?
Ja pierdole... Dwudziesty pierwszy wiek a źródłem prawodawstwa w naszym kraju jest hebrajska mitologia. O wartości związku nie przesądza więź emocjonalna tylko jego wartość reprodukcyjna.
Do tego sprowadza nas KK? Do stada owieczek pokornie się mnożących i pozwalających nad potomstwem (nie za darmo) odprawiać czary mary?
Czy życie seksualne człowieka jest sprawą wymagającą publicznej debaty? A może biskupów to kręci, może lubią rozmawiać o tym, co, kto i z kim robi w łóżku? Może chodzi o ty, by zagubieni geje zamiast walczyć o swoje prawa, z braku alternatywy na szczęśliwe życie, pokornie wstępowali do seminarium... No wiecie, świeże mięsko...
Niedobrze się robi.
Tym bardziej, że jest to oficjalny głos ludzi nami rządzących.
Głos nieudolnych pseudoelit, dla których tematem głównym jest życie seksualne obywatela. Głos ludzi, dla których główną siłą napędową jest nienawiść i chęć zysku, dla których nowoczesne wartości demokratyczne nie mają większego znaczenia. Liczy się samolot, dupa i kasa.
Co z tego, że młodzież masowo emigruje. Kryzysu nie ma, wszystko jest cacy. PO i tak wygra kolejne wybory- byleby Kaczor nie przejął władzy. Alternatywy nie ma, nie ma demokracji- bowiem w państwie demokratycznym alternatywa pojawiłaby się samoistnie, wyszłaby od społeczeństwa, znalazłaby lidera.
Nie ma przecież zaborcy, nie ma po co się konsolidować. Nie ma o co walczyć.
Naród polski biernie obserwuje sytuację, czasem ponarzeka.
20 lat istnienia demokratycznych instytucji to za mało, by demokracji nauczyć obywatela. To się w końcu nie opłaca rządzącym- przecież od ponad dwudziestu lat oglądamy przy korycie ciągle te same mordy. Myślicie, że w końcu ich olśni i coś zmienią? Że wpadną na pomysł super- reformy? Gdyby mieli to zrobić, dawno by to zrobili. Zmieniają się jedynie hasła wyborcze. A Polacy ciągle je łykają.
Czy na prawdę nie ma o co walczyć? Gdzie nasz okrzyczany, polski patriotyzm, czemu nikt nie walczy o Demokrację, tak bliską polskiemu sercu? Może ludziom po prostu już się nie chce, w końcu tyle razy próbowaliśmy i nigdy nie wychodziło?
Na szczęście granice są otwarte, wiec można przynajmniej normalnie żyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz