Chciałam powiedzieć, że nie wiem- ale to postawiłoby mnie w złym świetle. Że nie ogarniam i w ogóle... szybko wiec wymyśliłam, że to stan pomiędzy Manią a Depresją. Czyli nie wyję i mnie nie nosi. Dziś mam ochotę ukrzyżować się za tę odpowiedź. Jest zbyt prosta- bo to pytanie jest, wbrew pozorom, bardzo ciężkie.
Co to, kurwa, znaczy normalnie???
Zapytaj kogoś normalnego. Szaleństwo nie ogranicza się przecież do Manii i Depresji. To by było zbyt proste, medycyna miałaby wtedy lepsze wyniki. To cały wewnętrzny mikrokosmos, który rzutuje na postrzeganie rzeczywistości. Mikrokosmos- wedle prawideł psychologii zniekształcony. To emocje. Normalność totalna byłaby wiec ucieczką od samej siebie, od samego rdzenia mojej osoby, normalna nie byłabym sobą.
Mogę się co najwyżej normalnie zachowywać. Czyli nie zalewać się łzami poszukując przy okazji ostrego narzędzia. Nie leżeć całymi dniami w łóżku kontemplując topografię sufitu. Nie wykazywać nadmiernego pobudzenia psycho- ruchowego. Nie wpadać w nieuzasadnioną euforię (uzasadniona się nie liczy). Nie ćpać i nie pić wszystkiego co popadnie. Nie łączyć wyżej wymienionych stanów.
Jeść te cholerne psychotropy (od kilku dni skręca mnie na ich widok. Zły znak, zły...)
Normalna (w kwestii tego mikrokosmosu i emocji- cholernie wyostrzonych) nigdy nie będę. No chyba, że popracuje nad tym na terapii. Podobno pomaga. Trzeba spojrzeć głęboko w siebie (słyszałam, że zarzucenie kwasa daje podobne efekty, hmmm...) ... Trzeba chcieć zmian ( a nie zarzucić kwasa, narkomanko). Problem w tym, że ja siebie akceptuję, mam o sobie całkiem dobre zdanie. To rzeczywistość mnie wkurwia i wpędza w depresję (zapewne mam zbyt wygórowane oczekiwania). Spróbuj jednak rzucić jej wyzwanie... To tylko w Manii, a Manię też się leczy:(
Chujowo, nie?
(Jest jeszcze Remisja- trudna do osiągniecia i śmiertelnie nudna)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz