Kim jestem? I mnie nie ominęły te pytania.
Diagnoza nie ułatwiła zadania, jedynie je skomplikowała- trzeba rozpatrzeć problem w kolejnym świetle. Światło to dotyka samego rdzenia mojej osoby.
Na początku myślałam, że ChAD to część mnie, potem stała się obcym tworem w mojej głowie z którym trzeba walczyć bez względu o ofiary. Źródło wszelkich nieszczęść, śmiertelny wróg sabotujący wszelkie moje poczynania. Dopiero gdy uświadomiłam sobie, jak niewiele dała mi ta walka doszłam do kolejnego wniosku.
ChAD to ja sama. Jestem po prosu dwubiegunowa, jak miliony jednostek na tym świecie. Specyficzna konstrukcja emocjonalna, być może błąd natury- jak głosi współczesna medycyna. Panie i Panowie, jestem pomyłką! Jak wielu przede mną i po mnie- od samego początku wiedziałam, że jestem inna, napędzało mnie poczucie misji, teraz wiem, że to prawda i że to urojenia- na raz. Zależy, z jakiej perspektywy na to spojrzeć. Każda gwiazda ma dwa bieguny, nawet spadająca.
W końcu mnie sklasyfikowano, przyczepiono karteczkę z napisem F31. Świat zachował ład i porządek.
Farmakologia ma przynieść ukojenie, zatrzymać tę karuzelę.
Postawiła ścianę pomiędzy mną a mną. Refleksje nieprawomyślne, tylko nie mów o tym Psychiatrom. Nie mów nikomu.
Pytanie o to kim jestem uzyskało częściowa odpowiedź. Są jeszcze implikacje. Zgłębianie ich może doprowadzić do pomieszania zmysłów- powiedziała wariatka.
Ale to za mało, to nie wszystko.
Najgorsze są te prawdy objawione, które postawiono nam na wyciągniecie dłoni, dotknięte, lecz nieuchwycone. Do końca życia będę się zastanawiać, czy warto było cofnąć dłoń, do końca życia będę bała się odpowiedzi- znam ją doskonale, ale nie chce przejść przez gardło. Kolejna iluzja- tak, wszystko jest w porządku. Czuje się lepiej. Gówno prawda.
Dlaczego nie zdecydowałam się na krok dalej? Dlaczego uciekłam? Czy mam prawo usprawiedliwiać się cierpieniem? W chwili, gdy Psychiatria położy na tobie łapę nie masz już wyboru, pole manewru nie istnieje- tylko ci się wydaje, że je masz. Musisz w to iść głębiej, inaczej zjedzą Cie wyrzuty sumienia- choć masz ochotę cisnąć to wszystko w diabły, czasem masz jeszcze siłę na bunt. Nie powiem przecież głośno, że zanim zaczęłam się leczyć funkcjonowałam o niebo lepiej. No może trochę za dużo ćpałam, ale każdemu może zdarzyć się błąd. A może gdyby nie ono byłoby jeszcze gorzej?
Nie możesz uciec.
Bo popadniesz w obłęd jeszcze głębszy. Bo znowu wylądujesz w szpitalu.
Wylądujesz w nim i tak czy tak. To miejsce, do którego zawsze się wraca. Zazwyczaj z własnej winy.
Nie ma całkowitego wyleczenia.
Prochy do końca życia. Coraz mniej siebie w sobie.
Albo mi się wydaję i pieprzę bez sensu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz